Reportaż – Czas rozkładu namiotu

Nie co dzień zdarza się, żeby Para wyzywająca fotografa od starych dziadów nie usłyszała kilku nieprzystojnych uwag pod swoim adresem czy tym bardziej zyskała sympatię rzeczonego fotografa. Tu na scenę wkraczają Justyna i Kuba i pokazują, że na wzajemnych złośliwościach można zajść zaskakująco daleko.

Justyna i Kuba wkradli się do mojego serca bocznymi drzwiami, z miejsca opisując się jako Parę mieszkającą we Wrocławiu. Ze wszystkich polskich miast lepiej mogli trafić tylko gdyby mieszkali w Chodzieży – zrazu więc ich polubiłem, choć jak się okazało, nie było łatwo tę sympatię podtrzymać. Problemy zaczęły się niemal od wejścia.

Na sesję narzeczeńską nie było czasu. Jak już był czas, to nie było pomysłów. Jak nieco pogłówkowaliśmy, to pomysłów było za dużo – mogliśmy spokojnie obdarować trzy inne Pary. Gdy już przyszło do sesji, to byłem chory przez co zbyt wiele z niej nie pamiętam. Na sesji słyszałem głównie obelgi i narzekania, więc może i dobrze się stało. Rozłożenie namiotu, które miało zająć osiem minut, zajęło nam blisko godzinę i stało się centralnym punktem sesji, przyćmiewając zachód słońca, slackline i polową kuchnię. Ugotowany przez Parę makaron starczył tylko dla dwóch osób, a chory fotograf obszedł się smakiem. Gdy zaś mieliśmy się już ku końcowi sesji, przeszkadzać zaczął nam nadmiernie uprzejmy Wrocławianin z taczką. Przemianowałem więc Kubę i Justynę na Brajanusza i Karynę po czym obiecałem sobie, że w dniu ślubu będę jeszcze bardziej chory. Niestety, i tu czekał mnie zawód.

Przybyliśmy na reportaż zdrowi jak ryby, pogoda była nieubłaganie sprzyjająca, kościół przepiękny i unikatowy, a Młodzi z miejsca uśmiechnięci i radośni. Nie dało się dąsać, wszelkie uszczypliwości powodowały śmiechotki po obu stronach aparatu – to miał być udany dzień. Zrobiliśmy więc swoje, jak to mamy w zwyczaju, zjedliśmy dużo i w paru momentach zaskoczyliśmy sami siebie, np. po raz pierwszy włączając do reportażu elementy astrofotografii. Chyba staraliśmy się uchwycić te szczęśliwe gwiazdy, które świeciły nad naszym spotkaniem.

Brajanusz i Karyna okazali się, zgodnie z przypuszczeniami, Parą którą ciężko będzie zapomnieć. Nasze poczucie humoru ciężko nazwać konwencjonalnym, ilekroć więc trafiamy na godnych przeciwników jesteśmy w swoim żywiole, ale też i w ciągłej niepewności. Kiedy jeszcze sobie wesoło żartujemy, a kiedy naprawdę jestem starym dziadem i w czarnej koszuli wyglądam jak barman? Czy to tylko dobroduszne przekomarzanie, czy naprawdę nadepnęliśmy komuś na odcisk? W tym wypadku mam nadzieję nigdy nie dowiedzieć się prawdy… i czekam na kolejne okazje do wymiany podobnych uprzejmości.

 

2 thoughts on “Reportaż – Czas rozkładu namiotu

  1. Takie ładne fotografie a tak rzadko wrzucacie wpisy i zdjęcia : ( W portofolio też dawno nie widziałam nic nowego. Czekam na więcej!

    • Szczęście należy dawkować 😉 Na początku roku pojawi się nieco większa aktualizacja, o której damy znać na naszym facebookowym profilu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *