fbpx

Sesja dziecięca – mama, tata, DJ Bobo

Sesja dziecięca – mama, tata, DJ Bobo

Co robi fotograf ślubny, gdy za oknem zima, ekonomia szaleje, gastronomia cierpi, a Pary Młode nie wiedzą, czy inwestować w śluby, czy w spekulacje cukrem? Fotograf ślubny przegląda swoje przepastne archiwum i szuka takich zdjęć, które cieszą niezależnie od sytuacji na świecie, planów budżetowych i ceny porcji pierogów na mieście: do zdjęć rodzinnych.


Jako nie-rodzic nie mam pewności, czy poniższe zdjęcia to jeszcze sesja noworodkowa, już dziecięca czy po prostu rodzinna. Instynkt podpowiada mi, że noworodek liczy się gdzieś tak do 15. roku życia, ale to nie jest wiedza potwierdzona w źródłach. Uznajmy więc po prostu, że niniejszy tekst dotyczy wszystkich sesji rodzicielsko-dziecięcych, bez rozróżniania na wiek jednych czy drugich.

Bez rozpraszaczy

Oczywiście, w idealnym świecie idealna sesja powinna się odbyć w idealnych warunkach. Piękne światło z wielkiego okna, neutralne kolorystycznie meble, abstrakcyjne płótno na ścianie. Natomiast sesja rodzinna czy dziecięca to nie materiał do kolorowego czasopisma. Nie polujemy tu na sterylną czystość i wystudiowane pozy. Zdjęcia rodzin z dziećmi to przede wszystkim portret codzienności. Małe gesty, pełne miłości spojrzenia, codzienne zabawy zatrzymane w czasie jak owad w bursztynie. 

Jeśli więc miałbym wybierać między sztywną i piękną sesją, a sesją nieco chaotyczną, ale przez to bardziej swojską – wybrałbym tę drugą.


Dyskretny urok zwykłości

Nie chcę tu brzmieć jak jakiś idealista. Zdjęcia mają być ładne, to nie podlega dyskusji. Dla mnie jednak ta ładność to nie studium pozy; to nie długie poszukiwania idealnego kąta i poprawianie ułożenia rąk. Naturalność, spontan, swoboda i wszystkie nieprzewidywalne momenty pomiędzy nimi – tego szukam. Oczywiście zdarzy się prośba, by przystanąć czy spojrzeć w stronę światła. Ale to zdecydowanie rzadsza sytuacja, niż np. ja siadający na podłodze czy kładący się na trawniku, bo akurat coś wydarzyło się blisko parteru.

Kanapy, schody, podłogi czy pokoje dziecięce to bardzo wdzięczne tematy do zdjęć. Łatwo w nich skupić się na sobie nawzajem. Wystarczy usiąść, położyć się obok czy usiąść blisko siebie – reszta dzieje się sama. Spojrzenia, rozmowy, gesty, łaskotki, śmiechy, zabawa… jest tu cały świat do odkrycia. I ten świat zamieszkują rzeczy unikatowe dla każdej rodziny, dla wszystkich rodziców i dla wszystkich ich pociech. Moim zadaniem nie jest podsuwać tu swoje pomysły, tylko obserwować, jak życie dzieje się przed moimi oczami. Trochę w pigułce, trochę w skrótowej formie i może w trochę bardziej dobranych niż na co dzień strojach. Ale zawsze w postaci naturalnej dla fotografowanych osób.


Rodzina jak malowana

Sesja w domu, jak ta widoczna w niniejszym artykule, to zadanie na godzinę – może ciut więcej, jeśli bierzemy pod uwagę kawę po fakcie.

Nie ma pośpiechu, ale tempo jest raczej rześkie.

Nikt nie pogania, ale też nie skupiamy się na jednym miejscu czy pomyśle zbyt długo.

Nie zerkam na zegarek, ale w pewnym momencie po prostu wiem, że mamy to, po co się spotkaliśmy. I to jest czas na kawę i pogaduchy.


Coś dla antykanapowców

Jeśli wewnętrzny głos nie pozwala Wam ustatkować się na kanapie na dłużej niż kwadrans, nie lękajcie się. Dziecko można zabrać – oczywiście za jego niewerbalną zgodą – również do parku, na plażę czy górski szlak. W zalezności od wieku młodego delikwenta czy delikwentki, możliwości są niemal nieograniczone. Jedyna sugestia z mojej strony, to wybór miejsca, gdzie nie trzeba cały czas stać czy cały czas siedzieć. Szukamy przecież różnorodności – nie tylko w kadrach, ale i w potencjalnych pozycjach, zabawach i czynnościach. Netflix&chill sprawdza się tylko przez kilka minut. Potem trzeba ruszać dalej.


Dzieci i ryby

Fotografia w kontekście “podstawowej komórki społecznej” mają dwojaką rolę.

Po pierwsze – to wspaniała okazja, by posprzątać dom.

Po drugie – nie ma w Polsce zwyczaju (niestety!), by fotografować się profesjonalnie, gdy okazją nie jest jeden z sakramentów. Poza komuniami i ślubami Polacy raczej stykają się z fotografami tylko podczas wyrabiania paszportu. To sprawia, że taka ładnie wyglądająca i zrealizowana względnie profesjonalnym okiem sesja to rzecz rzadka. Zarówno jako ozdoba domu czy mediów społecznościowych, ale też jako pamiątka.

Bo zdjęcia to nadal zdjęcia: momenty zachowane dla przyszłych pokoleń.

Nie gwarantuję, że uwiecznię pierwszy krok Waszego berbecia czy jego pierwszy ząb mleczny. Mogę jednak obiecać, że w każdej sesji, w każdym zbiorze dostarczonych przeze mnie zdjęć znajdziecie takie, do których będziecie chcieli wracać i takie, które z czasem staną się dla Was ważne.

Pierwszy kolor ścian w kuchni, ukochana sprana koszulka z obozu integracyjnego ’22, przygarnięty ze schroniska kundelek, niedokończony pokój dziecka i kanapa, po którą jechaliście aż do Jasła. A na niej Wy i Wasze urocze dziecię, pochłonięci sobą i zupełnie nieświadomi tego, na jak dziwne rzeczy zwrócicie uwagę, gdy w przyszłości wrócicie do tych zdjęć.

To rzeczy, o których chce się pamiętać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *